Odkładanie rzeczy na później – ileż osób to zna! Właśnie przed chwilą, z poczuciem utraty czasu, po raz kolejny odświeżałam feed na FB, a potem główne strony portali; i rósł we mnie coraz większy niesmak, że mając sposobność, czas, zdrowie i siły i nie robię tego, co właściwie chcę robić. Tak jakby między mną a chęcią stała gruba szklana ściana, zbudowana z niemocy, z braku woli, z lęku.

 

Co to znaczy niemoc? Czy to słabość? A może to jest tak, jak z buddyjską pustką, która wcale nie jest nicością w naszym rozumieniu. Niemoc, a może a-moc, czyli stan w którym, pomimo siły i energii w nas drzemiącej, nie ma woli. A dlaczego jej nie ma ?

Jest takie wyrafinowane słowo prokrastynacja. Specjalny klub tylko dla wtajemniczonych, co prawda tych wtajemniczonych jest całkiem sporo, jeśli popatrzeć na wyniki sprzedaży poradników dotyczących organizacji czasu.

Odkładanie rzeczy na później – ileż osób to zna! Właśnie przed chwilą z poczuciem utraty czasu po raz kolejny odświeżałam feed na FB, a potem główne strony portali; i rósł we mnie coraz większy niesmak, że mając sposobność, czas, zdrowie i siły i nie robię tego, co właściwie chcę robić. Tak jakby między mną a chęcią stała gruba szklana ściana, zbudowana z niemocy, z braku woli, z lęku.

Lęku, że to co zaplanowałam sobie, nie będzie tak perfekcyjne, jak w mojej wyobraźni; że spotkam się z krytyką; że zostanę wyśmiana; że ucierpi moja miłość własna. I jak się przyglądam temu niezłemu stadu strachów, uświadamiam, sobie że stanowią miły dla mnie kokon. Mogę zanurzyć się w tej niemocy, powiedzieć sobie, że taka już jestem, a cytując dra Housa, przyznać mu rację, że ludzie się nie zmieniają. Więc jeśli przez wiele lat byłam królową prokrastynacji, to ciężko będzie mnie zdetronizować.

Swojego czasu na mojej półce, a teraz na czytniku, miałam/mam mnóstwo świetnych naukowych książek, o tym jak zmienić nawyki, o nieodkładaniu spraw na później, o organizacji czasu itp. Przeczytałam je wszystkie, z zaangażowaniem, z notatkami, zakładkami; robiłam analizy i zestawienia. Wierzyłam w obietnice zawarte we wstępach: gdy skończysz czytać tę książkę, już nigdy nie będziesz źle zorganizowana! Zapewne, mogę być tylko gorzej, bo chcąc zrobić porządek, robię coraz większy bałagan.

No i jestem gadżeciarzem, uwielbiam te wszystkie cudne programy informatyczne oznaczone tagiem „produktywność”, lubię je instalować, ustawiać preferencje, wprowadzać dane, zastanawiać się nad koncepcją ich zastosowania w moim mniej lub bardziej rozbieganym życiu. Po czym mija drugi, trzeci tydzień, a ja nawet nie spojrzę w kierunku aplikacji.

I wtedy jest powód, by zamiast znowu wziąć się do tego do czego powinnam się wziąć, robię porządki w aplikacjach: czyszczę zakładki, pliki, notatki. I obiecuję sobie, jaka to będę minimalistyczna. I znów łudzę się poczuciem bycia zorganizowanej, że zaraz wszystko ogarnę. A nie ogarniam niczego.

I właśnie zrozumiałam, a potrzebowałam do tego całego mojego półwiecznego życia, że rzeczywiście rację ma dr House: ludzie się nie zmieniają.

Nie zmienię się, nie stanę się chodzącą organizacją czasu czy systematycznością. Do końca życia będę się zmagała z deadlinami, i to na własne życzenie. Nie nastąpi żaden cud. Jedno co mogę zrobić, to wziąć i otworzyć plik z projektem, nad którym pracuję i wypełnić pierwszą linijkę, a potem zobaczyć co stanie się dalej…