Są dwa pytania, które nagminnie zadajemy, a pytanego wprowadzają w konfuzję. Dobre wychowanie nakazuje odpowiedzieć. I każdy ma własną strategię. Ja na ten przykład zawsze starałam się uniknąć konieczności reakcji, a gdy to spaliło na panewce, pod ręką miałam zawsze konwenans i banał. Do czasu.

 

Potem uznałam, że poeksperymentuję: Jeśli ktoś mi je teraz zadaje, to mój respons będzie we właściwej proporcji do humoru danego dnia.

Dwa pytania

Pierwsze, bije wszelkie rekordy głupkowatości i pada gdy człowiek na dłużej zamyśli się albo po prostu siedzi sobie dłuższą chwilę nie zatruwając powietrza hałasem, wtedy, na 100%, ktoś zapyta:

O czym myślisz?

O czymkolwiek w danej chwili myślę, to na pewno o tym nie powiem, bo gdybym chciała, to bym dawno to zrobiła. A że zgodnie z obietnicą przeprowadzam doświadczenie, oto przykładowe odpowiedzi, które mam zamiar artykułować (niektóre z nich zostały już przetestowane z bardzo dobrym skutkiem):

– Z zasady nie odpowiadam na głupie pytania.

– Czy z chmur można zrobić lody waniliowe.

– Czy Brooke przespała się już ze wszystkimi.

– Czy tygrysy zazdroszczą sobie nawzajem prążków, bo jeden ma bardziej lub mniej eleganckie.

– Czy androidy śnią o elektrycznych owcach.

– Czy niemiecki pies szczeka po niemiecku, i czy w związku z tym nie doszczeka się z angielskim.

– Czy Barabaksentoryna narzeczona wuja Tarabuka była zadowolona ze swojego imienia.

– i wiele innych.

 

Drugie pytanie, to:

Dlaczego lubisz lub dlaczego interesujesz się…? [i tu pojawia się do wyboru i do koloru mnóstwo zagadnień].

Mam poważne podejrzenie, że zadający powyższe pytanie, wcale nie jest ciekaw odpowiedzi. To taki English smalk talk, jak o pogodzie. Lub miły rozmówca pyta, bo nie rozumie, jak można coś takiego robić, co ty robisz, i wcale nie jest zainteresowany twoją argumentacją, bardziej chce cię przyprzeć do muru, sprowadzić do pozycji obronnej, bo przecież żaden normalny człowiek nie mógłby tyle czasu poświęcać na to, czym właśnie się ty fascynujesz.

 

Może dobrze byłoby wcześniej zastanowić się, czy na pewno chcemy zadać pytanie: dlaczego? Bo może wcale nie chcemy usłyszeć odpowiedzi, więc po co tracić czas, energię i dosyć często nerwy? Odpuśćmy sobie, jeśli to ma tylko podtrzymać rozmowę, to może lepiej chwilę pomilczeć. Na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc.

A co do moich odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Odpowiadam:

– nie wiem co jest ciekawego w historii, że zdecydowałam się ją studiować;

– nie wiem dlaczego lubię podróże;

– nie wiem dlaczego filmy Quentina Tarantino mnie uwodzą;

i nie wiem jeszcze wielu rzeczy, ale nawet gdybym wiedziała dlaczego coś lubię, lub czymś się interesuję, to nie ma to najmniejszego znaczenia. Jak będę chciała się podzielić tą wiedzą ze światem, zapewne to uczynię. I wtedy ludzkość na pewno się dowie.