„Kupujesz meble. Mówisz sobie, to jest ostatnia kanapa, jakiej będę potrzebował w życiu. Kupujesz kanapę, potem przez parę lat jesteś zadowolony, że cokolwiek będzie się działo złego, masz przynajmniej rozwiązaną sprawę kanapy. Potem idealne łóżko. Zasłony. Dywan. A potem jesteś uwięziony w swoim uroczym gniazdku i stajesz się własnością rzeczy, które kiedyś były twoją własnością.”

Chuck Palahniuk

Bolesna prawda. Przez ponad dwadzieścia lat mościłam sobie gniazdko, miało być oazą i przystanią: położone w dobrej dzielnicy, pełne książek i pamiątek z podróży. Najpierw zaczęły się kłopoty z sąsiadami mieszkającymi nad nami, ale to materiał na odrębną opowieść.

A potem pewnego lutowego dnia wracaliśmy w piątek po pracy do domu. Tydzień był ciężki, od dłuższego czasu życie próbowało nam udowodnić, że scenariusze napisane przez nas, nijak się mają do scenariuszy realizowanych przez producenta o nazwisku Los.

Pomyślałam sobie, że dobrze byłoby, choć na chwilę zapomnieć o zimnie, ciemności i kłopotach. Zapalić kadzidełko, puścić relaksująca muzykę, zjeść kawałek wykwintnego sera i uraczyć się dobrym czerwonym winem. Pogadać na luzie.

Tak też zrobiliśmy, to znaczy mieliśmy zamiar zrobić, do realizacji poszła pierwsza część skryptu scenariusza: kupiliśmy wino, ser i pełni otuchy poszliśmy do domu. I stanęliśmy przed drzwiami mieszkania. Wyglądały inaczej niż zwykle. Przymknięte, nadepnęłam na osłonę zamka porzuconą na kamiennej posadzce. Zgrzyt poniósł się echem po klatce schodowej. A potem uszy wypełniło szybkie bicie tętna i ucisk w całej głowie.

Spotkało nas to co spotyka wielu ludzi, włamano nam się do mieszkania. Skradziono niewiele, ale sam fakt, że bez naszej zgody ktoś wszedł, to było jak gwałt: wejście w intymny świat bez zaproszenia, bez pozwolenia. Przez następne miesiące, powrót do domu łączył się z paraliżującym stresem, co zastaniemy. Już nie było pomysłów na miłe spędzenie czasu, bo wiedzieliśmy, że mogą zostać one brutalnie zburzone, więc po co się narażać.

Ale jednocześnie włamanie uwolniło nas. Dom przestał więzić, stał się obcy. Wszystko kojarzyło się zagrożeniem i niebezpieczeństwem w miejscu, w którym powinnismy się czuć dobrze. I przestaliśmy być własnością rzeczy. Rozdaliśmy wszystko, sprzedaliśmy mieszkanie. I zaczął się nowy rozdział, nie lepszy, nie gorszy, inny.